Zatrudnienie
Wydałem wszystkie pieniądze a mój kapitał zbliżał się do ryzykownego poziomu gdzie racjonalnym wyjściem byłoby zabezpieczyć się przed jego kompletnym zniknięciem, względem tego co krążyło wokół mnie. Musiałem pomóc sobie samodzielnie pomijając nadzieję na wsparcie z strony innych, wątpię że ktokolwiek poza mną kiedykolwiek widział w sobie wystarczającą wartość aby coś dla siebie zrobić. Miałem wokół siebie narzędzia, wiedzę oraz umiejętności aby przygotować się do wybranej przez mnie zawodu ale nie byłem osobą indoktrynowaną poprzez system nauczania przez przekonanie że szkoła uczy o obserwacjach osób które się gdzieś zapisały bez zwracania uwagę na kształtowania chęci do własnoręcznego poznawania świata.
Wybrałem znajome mi obowiązki i zacząłem aplikować do wszelakich miejsc pracy w których opis poszukiwanej osoby oraz problemu który należało rozwiązać pokrywał się z moimi możliwościami, ale rzadkością było sprawić dobre wrażenie aby zostać zaproszonym na rozmowę kwalifikacyjną a dodatkowe procesy sprawdzające umiejętności techniczne onieśmielały mnie swoim kunsztem zadawania jednych i tych samych pytań na które odpowiedzi zamierzać nie udzielałem ponieważ wymagały one od mnie powtórzenia regułki która w skali wykonania zadania nie ma żadnego wpływu i kojarzyła mi się ona w głównej mierze z systemem edukacji który również oceniał odpowiedzi na poprawne bądź błędne bez zwracania uwagi jak blisko ktoś mógł być poprawnej odpowiedzi bądź czy by do niej doszedł.
Odkąd pamiętam zapamiętywałem “odnośniki” do faktów przed “faktami”, zdając sobie że poszukiwanie poprawnej odpowiedzi jest znacznie ważniejsze niż recytowanie poprawnej odpowiedzi bez znajomości czemu takowa jest poprawna a czemu nie. Jak można się domyśleć takowe osoby nigdy nie były i prawdopodobnie nie będą mile widzenie na rozmowach technicznych, będąc kompletnie szczerym nie do końca wiedziałem co definiowało kryteria aby podjąć decyzję o zatrudnieniu ale niektóre organizacje wydawały się po prostu bardziej optymistyczne w procesie zatrudnienia wobec mnie niż inne.
Pracowanie na rzeczy które pracowałyby na mnie nie było moją intencją.
Musiałem odstąpić od jakiejkolwiek pracy wymagającej od mnie funkcjonowanie w ściśle określonych ramach czasowych, ponieważ nie jestem w stanie się jakkolwiek do nich dostosować a zwracam swoją uwagę na czyny niżeli czas spędzony w danym miejscu na wykonywaniu określonego zadania.
Podczas pracy nie poddawałem się wobec swoich indywidualnych zainteresować i cały czas pracowałem aby stawać się lepszym oraz zostawić po sobie coś wartościowego poza pracą choć sam nie wiedziałem co wartościowe jest bądź nie jest. W pewnym momencie któryś z projektów pobocznych musiał zostać zauważony i zapewnić mi minimalną stabilność finansową abym nie musiał się martwić o pieniądze.
Z pewnej perspektywy zatrudnienie może być postrzegane jako ostania deska ratunku do stabilizacji czy też własnoręcznie wbitym gwoździem do trumny, a co jest najpewniejsze to zatrudnienie nie jest winne własnej relacji wobec niego. Byłem osobą która często naginała sztywno ustalone zasady kiedy wymagała tego sytuacja, zdaj się na mój instynkt - tylko bóg może mnie sądzić czy robiłem coś słusznie czy może nadmiernie reagowałem na coś co mogło zostać pominięte.